5i50100

Strona z moim pisaniem @ Konstanty Młynarczyk

[Work-in-progress] Dzień słońca cz. 2.

5 Komentarzy

Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało świetnie. Z jednej strony liczba wykonywanych skoków międzywymiarowych rosła błyskawicznie, próbując nadążyć za większymi z miesiąca na miesiąc potrzebami rozwijającej się kolonii, z drugiej – dzięki ciągłemu wprowadzaniu ulepszeń technicznych oraz proceduralnych statystycznie każdy kolejny skok był tańszy niż poprzedni. Pierwsze zapewniało stały strumień przychodów, a drugie – coraz większe zyski, nic więc dziwnego, że dla inwestorów sprawozdania finansowe EMAR brzmiały niczym „i odtąd  żyli długo i szczęśliwie”. Niestety, wkrótce mieli obudzić się z tej bajki i uświadomić sobie, że nie tylko mają rękę w nocniku, ale wręcz tkwią po uszy w gównie.

Problemy zaczęły się jak zwykle, od młodości, ambicji i nadmiaru kofeiny. Dochodziła pierwsza, kiedy pracujący jako młodszy rewident zaledwie od pół roku i zdeterminowany nie pozostawać nim dłużej, niż to absolutnie konieczne Martin Jansen kończąc trzecią tego wieczoru kawę odnalazł sens. Nie był to może sens w wymiarze globalnym, ale z całą pewnością coś, co nadało sens życiu Martina. A dokładniej temu, że życia praktycznie nie posiadał. Tej nocy, z liczącego tysiące wierszy i miliony komórek arkusza sprawozdania finansowego wyłoniło się coś, co Martin ścigał niczym białego wieloryba, dla czego poświęcił wszystko inne: szansa na awans.

Nie od razu uwierzył w swoje szczęście.
– Spokojnie, tylko spokojnie – uspokajał sam siebie, gorączkowo zmieniając filtry danych. Sprawdź. Sprawdź dokładnie – Sprawdził. Wszystko się zgadzało. – Dobrze, jest dobrze!  – wołał głos w jego głowie. Jednak zaraz odzywał się drugi – Czy na pewno? Masz tylko jeden strzał! Jeśli teraz coś będzie nie tak, później nikt już nigdy ci nie uwierzy, cokolwiek byś znalazł! – Kolejne filtry. Kontrola formuł. Sprawdzenie wykresów. Jak by nie liczył, wynik zawsze był ten sam.  – Jak to możliwe, że nikt tego dotąd nie zauważył? – To proste, jesteś lepszy. Uważniejszy. Bardziej zdeterminowany – podpowiadał mu entuzjazm. Ale ostrożność szeptała – …a może jednak się pomyliłeś? Albo nie ty – może pomylił się ktoś, kto wprowadzał liczby do arkusza? Sprawdź dane źródłowe! Nie spieprz tego, chłopaku… – A on zdecydowanie nie zamierzał tego spieprzyć. Dlatego w lustrzanej fasadzie biurowca mieszącego księgowość EMAR odbijały się już pierwsze promienie świtu, kiedy Martin wreszcie uznał, że sprawdził wszystko, co mógł i że przyszła pora na kolejny ruch.  Utworzył nowego maila i z korporacyjnej listy kontaktów wybrał  adres dyrektora finansowego EMAR.

„Panie dyrektorze,
Zdaję sobie sprawę, że pisząc bezpośrednio do Pana pomijam typową drogę służbową, a także że Pański czas jest cenny, jestem  jednak przekonany, że ze względu na wagę danych, które chciałbym Panu przedstawić uzna Pan to naruszenie za uzasadnione. Jestem gotów stawić się u Pana o dowolnej wskazanej porze.
Z wyrazami szacunku…”

Nie spodziewał się, że odpowiedź przyjdzie tak szybko. Była 5:30, kiedy Martin przeczytał: „Ok, o 7 w moim gabinecie. S”. Zaczęło się. Teraz zaczęło się na poważnie. Dotarło do niego, że już za półtorej godziny zadecydują się losy jego kariery i nagle poczuł się bardzo, bardzo przestraszony. Gdyby znał prawdziwe znaczenie tego, co odkrył, uznałby że brak awansu nie jest powodem do strachu.

* * *

– Jebią nas, no po prostu nas jebią! – Gdyby Timothy O’Bannon, krążący po dyrektorskim gabinecie niby lew po klatce podniósł głos jeszcze choćby o ton, szklane ściany wieżowca z pewnością rozsypałyby się, niczym mury Jerycha. – Bezczelnie i bez mydła!

– Wyluzuj, Tim – spokojnym, niemal flegmatycznym tonem powiedział drugi właściciel i współzałożyciel EMAR, Jaques Chatellion z głębin swojego obitego skórą fotela. W przeciwieństwie do swojego partnera, kiedy zaczęła się cała awantura był na miejscu w firmie, nie musiał więc przerywać wakacji i wracać do Nowego Jorku zdjęty z jachtu przez helikopter. No i miał na sobie szyty na miarę garnitur, a nie, jak Tim, klapki, kwieciste szorty i T-shirt z herbowym lwem Lannisterów i zawołaniem „Hear me roar”. Jaques uśmiechnął się ironicznie – I wiesz, możesz mówić trochę ciszej. Słyszę, jak ryczysz.

Żart trafił w próżnię. – Wyluzuj? Wu-lu-zuj?! Może jeszcze mam się wypiąć i nasmarować, żeby gładko wchodziło?! Dranie jebią nas na ciężką kasę od co najmniej roku i gdyby nie ten cały… no… – Jansen – Właśnie! Więc gdyby nie ten cały Jansen, nadal nawet byśmy o tym nie wiedzieli!!! I ja mam wyluzować?!

– No dobrze – westchnął Jaques. – Więc przyjmijmy jako hipotezę roboczą, że jak to określiłeś, jebią nas – Wymówił to słowo, jakby wypluwał ślimaka – Wyluzuj proszę, usiądź, sprawdź czy to się trzyma kupy. Co ty na to?

– Co ja na to?! Pierdolę! O czym ty chcesz rozmawiać? W raporcie tego… – Jansena – …Jansena jest wszystko czarno na białym! Skoki są coraz tańsze, tak? Efekt skali, udoskonalanie technologii, optymalizacja logistyki, tak? Kawał, kurwa, dobrej roboty, tak? Tak?! – Tak – No właśnie. A tu co? A tu kurwa koszty pierdolonej energii na każdy wykonany skok co miesiąc jak w mordę, dwa razy wyższe!!  Jakim, kurwa cudem? Przecież przy każdym jebanym terminalu postawiliśmy pierdoloną elektrownię jądrową do zasilania jego platform, żeby było tanio i pewnie, tak? Więc, jakim, kur-wa, cudem płacimy coraz więcej? Powiem ci. Jebią nas! – Jaques się żachnął – Jebią nas. – rzucił Tim powoli wychodząc z furii – To oczywiste! Ktoś co miesiąc dopisuje dodatkowe koszty, przekonany, słusznie zresztą, że zostaną przykryte i przejdą niezauważone. I wiesz co? Dobrze im szło, ale zaczęli przesadzać. Dopisywali coraz więcej i więcej, aż wreszcie ten, no… – Jansen – …Jansen zauważył, że wzrosty zysków jest mniejszy, niż powinien. A dlaczego? Dlaczego, ja się pytam?! Bo nas… – …jebią – uzupełnił za niego drugi z prezesów. – Powiem ci, że moje pierwsze wrażenie było identyczne, jak twoje – skłamał gładko, żeby uspokoić przyjaciela. On nigdy nie przyjmował z góry żadnego scenariusza jako prawdziwego. Pozostawiał otwarte wszystkie ścieżki i pozwalał, żeby kolejne poszlaki wskazywały, którą z nich powinien iść. – Jednak potem zwróciłem uwagę na coś, co tu nie pasuje. – Uniósł dłoń, widząc że Tim chce mu wejść w słowo. – Ekran! – rzucił w powietrze komendę, a gdy ściana przed nim zalśniła blaskiem organicznych diod, gestem wywołał graficzną reprezentację danych, nad którymi pracował. – Wzrost kosztów mamy w obu azjatyckich terminalach, europejskim i wszystkich trzech amerykańskich – powiedział podświetlając kolejne bloki cyfr – już to samo w sobie mocno chwieje teorią, nazwijmy to, seksualną, bo przecież Szanghaj i Jakarta należą do dwóch różnych dywizji, Hamburg do trzeciej, a wszystkie trzy NorAmy do czwartej. We wszystkich działa ta sama ekipa? Mało prawdopododobne, ale – cóż – możliwe. Więc dalej: zobacz, że we wszystkich – na wykresie pojawiają się słupki – wzrost kosztów jest statystycznie taki sam w przeliczeniu na jeden skok! Czyli, globalna siatka finansowych skrytojebców, zamiast dopasowywać rozmiar manka do lokalnej sytuacji ustala je wszędzie na identycznym poziomie? Tim, przecież nawet początkujący malwersant wie, że najłatwiej wyłapać wzór, schemat! Musieliby być totalnymi idiotami. – Może są! – mruknął gniewnie Tim, którego teoria właśnie waliła się w pył. Jednak Jaques słyszał, że gniew był już udawany – ot tak, dla podtrzymania reputacji – a nie prawdziwy. Jego stary przyjaciel i wspólnik wbrew pozorom był bardzo inteligentnym człowiekiem, mimo, że łatwo dawał się ponosić emocjom. – Może są… – przyznał pojednawczo – Takie działanie byłoby skrajnie głupie i zupełnie bez sensu, ale wciąż pozostaje teoretycznie możliwe. Aż do momentu, kiedy dorzucimy to – na wykresie pojawiły się kolejne nazwy, lokalizacje i wartości. – To dane poboru energii per skok z platform, które dzierżawimy wojsku, oraz naszych własnych instalacji testowych w placówkach R&D. Widzisz? – Są identyczne… – sapnął wyraźnie zafascynowany Timothy, całkiem zapominając już o pozie wściekłego prostaka. – Właśnie – skonkludował Jaques. – Wzrost zużycia prądu dotyczy kilkuset platform we wszystkich naszych lokalizacjach, wykorzystujących trzy pokolenia technologiczne generatorów skokowych w kilku wersjach produkcyjnych, zasilanych z różnych źródeł i w różnym stopniu obciążonych ruchem. I zawsze jest, w granicach błędu statystycznego, praktycznie identyczny. – A to oznacza – wszedł mu w słowo Tim – że problem dotyczy czegoś, co leży jeszcze niżej, niż wszystkie wymienione. Czyli… – Czyli mamy poważny problem, Huston. Módlmy się, żeby wystarczyły skarpetki i taśma klejąca.

* * *

– Przechodząc do rzeczy: Panie prezesie, w procesie rezonansowego tunelowania obiektów makroskopowych mogą wystąpić bardzo różnorodne zakłócenia, więc temat jest niezmiernie szeroki, ale jak rozumiem, w tym przypadku możemy ograniczyć się do problemów związanych specyficznie z wykorzystywaną w komercyjnych instalacjach technologią indukowanego rezonansu szybkozmiennych generatorów Cho-Arrendale’a. Ponieważ funkcjonowanie generatorów C-A opiera się na  teorii nieciągłości jednoczesności, wykorzystując dopuszczoną przez nią możliwość sztucznego wywołania anomalii Richardsa i dostrojenie lokalnego rezonansu strun, musimy brać pod uwagę, że… Tak, panie prezesie?

– Masz na imię Artur, tak? – młody mężczyzna w marynarce, która wyglądała na pospiesznie pożyczoną od kolegi skinął głową nieco zaskoczony pytaniem. – Doktor inżynier Artur Kulabey z EMAR Research and Developement Center w Seattle?

– Tak… – zaskoczenie zaczyna zmieniać się w niepewność, a niepewność – w stres. Do czego on zmierza?

– I zajmujesz się dla nas rozwojem technologii skoków…?
– Tak, panie prezesie.
– No właśnie. Tyle zrozumiałem z twojego wystąpienia, zanim przeszedłeś na Klingoński. Czy mógłbyś proszę cofnąć się do tego momentu i zacząć jeszcze raz, tym razem po angielsku?

Written by 5i50100

25 września 2014 @ 14:40

Napisane w koloniści

Tagged with ,

Komentarzy 5

Subscribe to comments with RSS.

  1. Ok, jest już fajne uniwersum i Kluczowy Problem napędzający fabułę. Teraz musisz dopisać resztą 😉

    tentomasz

    26 września 2014 at 12:37

    • resztę*

      tentomasz

      26 września 2014 at 12:37

      • Reszta na razie w głowie, ale pracuję nad tym… Napiszę (uwaga, teraz będzie dobre…!) jak będę miał czas 🙂

        5i50100

        26 września 2014 at 15:46

  2. Finansowi skrytojebcy! Tak tak. Można odnaleźć daleki idące powiązania – niby s-f, a w rzeczywistości to bardziej political fiction, corpo-fiction i reality show. Jebani skrytojebcy.

    Tomek Kulas

    26 września 2014 at 13:52

    • Po prostu w przyszłości wszystkie tuzy światowej finansjery będą czytać Dukaja 😉
      A realia… Realia wszyscy znamy 🙂

      5i50100

      26 września 2014 at 15:50


Co o tym sądzisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: