5i50100

Strona z moim pisaniem @ Konstanty Młynarczyk

Tylko sen

leave a comment »

Czasem wiesz, że śnisz. Wiesz, że to co cię otacza nie jest prawdą, ale nie możesz nic zrobić – pozostajesz zawieszony pomiędzy, bezsilny. Faramir zna to uczucie i dlatego wie, że nie ma żadnego wpływu na szalejący wokół chaos krwi i zniszczenia. Że może tylko patrzeć, jak gondorski włócznik, cudem uniknąwszy ciosu krzywej szabli z rozmachem wbija swoją broń w brzuch orka i jak mgnienie oka później jego własna głowa rozbryzguje się w krwawe strzępy pod ciosem ciężkiej maczugi górskiego trolla. Jak potężny olifant, oszalały od ran, na oślep tratuje przerażone, nie słuchające jeźdźców konie Rohirrimów wraz z nimi samymi. Jak czerwony od krwi goblin, otumaniony wywarem grzybów, ciągnąc za sobą długi, parujący tren własnych wnętrzności, czołga się do rannego żołnierza Gondoru gotów zębami i pazurami próbować rozerwać mu gardło.

Wtedy zauważa ją. Jasnowłosą dziewczynę w rohirrimskiej zbroi, ze strzaskaną tarczą i bezwładną lewą ręką, stojącą naprzeciw śmierci, której szukała. Sen traci ostrość, kiedy kobieta uderza mieczem prosto w pustkę pod żelazną koroną Króla Nazguli, czas zwalnia, kiedy szeroko otwiera oczy w straszliwym cierpieniu, porażona dotknięciem potężnej, złej woli zastępującej Czarnoksiężnikowi rozpadłe w proch ciało.

Przez chwilę, przez trwający uderzenie serca ułamek chwili dziewczyna patrzy prosto na Faramira a on wie, że ona go widzi. Ich spojrzenia spotkają się – jego poznaczona słonecznymi plamami zieleń z jej pełną rozpaczy szarością – i nagle tych dwoje obcych ludzi odkrywa, że są sobie przeznaczeni. Wiedzą o sobie wszystko, dzielą ze sobą wszystko, są jednym…  Ale wtedy ułamek chwili się kończy. Nim serce uderzy ponownie, ona osuwa się na kolana i ciężko, bezwładnie pada twarzą w piach, a on zaczyna krzyczeć.
Dziewczynę zakrywa tuman kurzu, ktoś przebiega, ktoś atakuje lub broni się, czyjaś krew broczy trawę. A Faramir krzyczy, krzyczy, krzyczy…

– Nie! nie.. niee… – Ciemność, ciemność, ciemność! Zdezorientowany Faramir próbował zerwać się, chcąc biec, walczyć, gdy wyrwana ze snu kobieta objęła go i przytuliła do siebie mocno, z całych sił. Przez chwilę trwali w bezruchu, aż oddech mężczyzny uspokoił się, a ciało przestało drżeć.
– Ciii… Ciiii… kochany… to tylko sen… Zły sen. – Pogłaskała go delikatnie, troską – Już dobrze… już dobrze. Znów śniłeś o wojnie?
– Tak…
Kobieta sięgnęła do stolika i zapaliła świecę. Miękki, ciepły blask zalał pokój, ale ciemność nie zniknęła – schowała się tylko w zalegających kąty cieniach. I pod dłońmi Faramira, w których ukrył twarz. Jego ukochana znów przytuliła go, próbując opanować rozpaczliwe poczucie bezradności. Cierpiał, a ona nie wiedziała, jak mu pomóc. Wreszcie postanowiła spróbować obrócić to w żart:
– Oj, wy – chłopcy! Pewnie po prostu nie możesz darować losowi, że wojny z orkami skończyły się pół wieku temu… Przyznaj się, żałujesz, że ciebie i Boromira ominęła męska przygoda?
– Nie mów tak, proszę – W jego głosie nie było ani wesołości, którą miała nadzieję sprowokować – choćby i wymuszonej, ani gniewu, którego trochę się spodziewała. Tylko przeogromny, przemożny smutek. – W świecie, który mi się śni mój brat nie żyje, a ojciec jest tak  szalony, że chce… chce zabić siebie i… – Umilkł na chwilę, nie mogąc znaleźć słów. – Setki ludzi cierpią i umierają, matki tracą dzieci a żony mężów, wszystko się rozpada! Jak mógłbym pragnąć czegoś takiego? Jak?!
Cisza.
– Przepraszam…
– Nie… nie trzeba. Moja kochana. Wiem, chciałaś pomóc…  – delikatnie, czule pocałował ją w skroń – Te wizje są tak rzeczywiste, że czasem myślę, że to nasze życie jest snem, że zaraz się obudzę i będę tam, wśród tego szaleństwa.
– Nie, nie obudzisz się. To jest rzeczywistość, tu i teraz: Twój ojciec odpoczywa na emeryturze w willi w Osgiliath, Boromir rządzi, i nawet, jak na takiego raptusa całkiem nieźle mu idzie, a Ty masz swoje Ithilien, swoje księgi, szacunek i miłość poddanych…
– I ciebie.
– I mnie. I moją miłość. Wszystko będzie dobrze. Cień odszedł dawno temu i nie wróci.
– Wiesz, myślę, że to wszystko mogłoby się stać, gdyby Mithrandir nie odnalazł w porę Zguby Isildura… Gdyby Nieprzyjaciel zdążył wzrosnąć w siłę, odbudować armię, wezwać swoje sługi, zatruć umysły ludzi…
– Ale nie zdążył. Sam opowiadałeś mi przecież o Bitwie Pięciu Armii. Mithrandir to najtęższy umysł Śródziemia! Pomyśl, jak mógłby nie zorientować się, czym jest magiczny pierścień tego śmiesznego niziołka, skoro miał go przed nosem? Do tej wojny nie mogło dojść i nie doszło, a twój sen to tylko… tylko sen!
Faramir uśmiechnął się lekko – Było zbyt ciemno, żeby zauważyła, że wbrew ustom jego oczy pozostały smutne – a potem z miłością, delikatnie pogładził kruczoczarne włosy żony.
– Masz rację, Gwen. To by się nie mogło zdarzyć. Chyba powinniśmy wyjechać na parę dni z miasta, odpocząć, odetchnąć.
– Tak, tak zrobimy! Ale może przedtem powinieneś pójść do Domów Uzdrowień? Wiesz, tak na wszelki wypadek. Mają tam piękne ogrody…
– Wiem! – Przerwał jej tak ostro, aż się przestraszyła.  – Wiem… – powtórzył już znacznie łagodniej –  Ja… potrzebuję odpoczynku, to wszystko. Tak o mnie dbasz… Cóż ja bym bez ciebie zrobił, moja zielonooka, haradzka księżniczko! Na pewno wlazłbym na jakieś drzewo, spadł i poobcierał kolana, albo najadł się zielonych jabłek… – Faramir sam był zdziwiony, jak łatwo udało mu się roześmiać, a ona, wyraźnie uspokojona roześmiała się razem z nim.
– Oj, łobuzie…  na razie żadnego włażenia na drzewa, pora iść spać, bo jutro ruszamy do Edoras na ślub! To, że twojego brata nudzą oficjalne wizyty ma swoje zalety – ja na przykład bardzo się cieszę, że pojedziemy zamiast niego. Strasznie jestem ciekawa Rohanu, no i tej Eowiny. Wiesz, podobno jej narzeczony to jakaś niezwykła persona, strażnik północy! Mówią, że mieszkał wśród elfów… Och. Ale ja gadam, a ty powinieneś spać..
– Lubię cię słuchać Gwen. Jesteś moim szczęściem. Śpij dobrze, księżniczko…
– Dobranoc… Śpij spokojnie.

Framir długo jeszcze nie mógł zasnąć. Patrząc w mrok widział morza rozlanej krwi, płonące miasta i ciemność nad światem, ale jedyną rzeczą, która tak naprawdę zajmowała jego myśli były oczy: szare jak niebo nad oceanem oczy dziewczyny ze snu.

Written by 5i50100

17 października 2011 @ 15:23

Co o tym sądzisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: