5i50100

Strona z moim pisaniem @ Konstanty Młynarczyk

Jestem kobietą…!

with one comment

Eowina i Król Nazguli (by John Howe)Na początku nie chciało mi się żyć. Moje myśli, moją duszę wypełniało bez reszty wspomnienie przeraźliwego zimna i ciemności będącej nie tyle brakiem światła, co jego żywą, okrutną antytezą. Wypełniał mnie strach, płynący z ponurej pewności, że koniec jest nieuchronny. Świat nie miał przetrwać, a wraz z nim nie miałam przetrwać ja.

Tamtego dnia, na polach Pellenoru, gdy stanęłam oko w oko z moim przeznaczeniem, byłam na dnie. Zgiełk bitwy wypełniał prześwietlone słońcem,  gęste od kurzu powietrze, dookoła we krwi i ochłapach ciał kończyły się życia, a ja czułam, że moje skończyło się dawno temu. Rozpacz, przerażenie, poczucie bezsilności, utrata wszystkiego, co kochałam, czego pragnęłam… Wtedy pomyślałam, że to moja szansa. Cóż jeszcze było do stracenia? W zamian za to mogłam dostać choć chwilę życia bez strachu, moment wolności, przełamania wszystkich barier. Dałam się ponieść. Stało się.

Potem, w Domach Uzdrowień miałam aż nadto czasu, żeby żałować swoich czynów. Jakże byłam głupia! Zwycięstwo sprzed kilku dni to przecież ledwo kuksaniec wymierzony w bok giganta! Choć Rohirrimowie i Gondorczycy rozbili armię Morgulu a ja w swojej chwili szaleństwa pozbawiłam Saurona jego najpotężniejszego wodza, zostały ledwo tygodnie, może dni, nim wiatr się odmieni i nim świat na powrót zaleją ciemności. Klęska, klęska jest nieunikniona! A kiedy nastąpi, zemsta Czarnego Władcy przekroczy wszelkie wyobrażenie. Co zaś do wyobrażeń, to mroczny, lodowaty sen, z którego teraz powoli się budziłam sprawił, że doskonale wiedziałam, do czego On jest zdolny. Wieczność w kraju rozpaczy, na dnie ciemności, gdzie obdarta z ciała nie będę mogła ukryć żadnej myśli przed Okiem Bez Powieki… Chciałam umrzeć, umrzeć, nim to będzie mogło się spełnić!

Jednak niezauważalnie, niczym nadejście wiosny, coś się zmieniło. Może sprawiła to pieszczota słońca na skórze, może zapach kwiatów, szelest liści? Może wiatr czeszący mi włosy, kształt nagrzanych kamieni pod palcami, bicie serca… Powoli życie zaczęło zwyciężać. Żyję. Tak, żyję! Moje ciało jest ciepłe, pełne gorącej krwi, czasem głodne, czasem spragnione. Kiedy się uderzę – boli, a kiedy wtulę w miękką pościel – czuję zapach czystego płótna. Naprawdę, przeszłam przez śmierć, przekroczyłam piekło i żyję! Znów żyję!

No i był on. Czarujący, choć smutny, bardzo inteligentny i… cóż, tak – przystojny. Nie sądziłam, że po tym, co przeszłam będę jeszcze w stanie dostrzegać takie rzeczy. Gdyby ledwie tydzień wcześniej ktoś powiedział mi (choć przecież, któż by się ośmielił!), że będę spacerować po ogrodach Minas Tirith z przyjemnością słuchając opowieści młodego namiestnika Białej Wieży, wyśmiałabym go bezlitośnie, albo raczej, co bardziej prawdopodobne, wściekła się straszliwie. Tymczasem obecność Faramira najpierw zaczęła sprawiać mi przyjemność, potem stała się oczekiwana, potem potrzebna, żeby wreszcie okazać się równie niezbędna, co jedzenie i oddychanie. Gdy po raz kolejny złapałam się na tym, że liczę uderzenia serca nie mogąc doczekać się, kiedy go zobaczę, zrozumiałam, że stało się coś niemożliwego. Pokochałam. Ja, która miałam siebie za umarłą, ja, która szukałam końca! Pokochałam!

Wiedziałam o upadku Czarnej Wieży zanim jeszcze posłany przez Gandalfa orzeł przyniósł na skrzydłach wiatru wieść o zwycięstwie. Czułam to, jakby wielki ciężar spadł z moich ramion. Jednak tamten dzień zapamiętałam z zupełnie innego powodu: To właśnie wtedy Faramir  wyznał mi miłość i pocałował mnie na szczycie murów, a ja zapomniałam o wojnie, przeszłości, Cieniu i całej Ardzie, bo właśnie stałam się najszczęśliwszą osobą pod gwiazdami Valarów.

Wiecie, co było dalej. Zamieszkaliśmy w jego ukochanym Ithilien, a ja, znów jakby odbijając w lustrze samą siebie z przeszłości, poświęciłam się leczeniu i ochranianiu wszystkiego, co żywe. Jestem szczęśliwa – mam więcej, niż mogłabym wymarzyć.

Jest tylko jedna rzecz, której się wstydzę i jedna, której wspomnienia przeszywa mnie smutkiem.

Wstyd mi, że pewnej nocy zakradłam się niczym złodziej do ogromnej biblioteki Minas Tirith i z jej najdalszego zakamarka wykradłam pewną  prastarą księgę.  Została spisana w języku, który w dniu narodzin Ectheliona był już zapomniany od wieków , jednak mój ukochany jest wytrwały i uparty, a jego umysł pragnie wiedzy niczym skrzydła mewy wiatru – czułam, że jeśli nic nie zrobię, to może nie dziś, może nie za rok i może nie za lat dziesięć, ale zdoła ją odczytać. Nie mogłam do tego dopuścić. Gdy popioły księgi zabrał nurt Anduiny, mogłam wreszcie odetchnąć z ulgą.

Zniknął ostatni spisany ślad, a po odpłynięciu elfów nie było już w Śródziemiu nikogo, kto by mógł pamiętać, że nim stał się upiorem, Czarnoksiężnik, król Angmaru, najpotężniejszy spośród z Dziewięciu Nazguli był kobietą.

Czasem myślę o pięknej, zrozpaczonej rohirrimskiej księżniczce, która stanęła naprzeciw mnie tamtego dnia. To smutne wspomnienie – była dzielną i odważną kobietą, która nie zasłużyła na rozczarowania i upokorzenia, jakie miał dla niej los. Nikt nie rozumie tego tak dobrze, jak ja – nim wyrwałam i zniszczyłam duszę Eowiny, Księżniczki Rohanu, by w jej ciele uciec z mojej własnej niewoli, przez jedno uderzenie serca byłam z nią każdego przeżytego dnia, od narodzin aż chwili,  kiedy znalazła poszukiwaną śmierć.

Smutno mi, ale nie żałuję. Teraz ja jestem Eowiną.

Written by 5i50100

12 października 2011 @ 21:44

Jedna odpowiedź

Subscribe to comments with RSS.

  1. Dobre 🙂

    Freja

    28 kwietnia 2015 at 22:12


Co o tym sądzisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: